Mam nadzieję, że poprzedni post Wam się podobał. Dzisiaj mam dla Was opis kolejnych dni - następny będzie dopiero po weekendzie, bo jestem teraz w trasie po wschodnim wybrzeżu. Sprawdzajcie Instagrama i Facebooka, postaram się tam wrzucać zdjęcia. :)
Kolejnego dnia (sobota) z samego rana opowiadaliśmy w domku Polskie legendy - byli zafascynowani! I nieco przerażeni smokiem Wawelskim... :D Mój D. jest dziwny i wkręca ludzi w CHUVie że w Polsce każdy żyje w jaskiniach, rozpala ogień trąc kawałki drewna, a do tego wszyscy mamy długie włosy (tak się złożyło, że ludzie z CHUVy poznali tylko długowłosych Polaków).
Co chwila pytają nas o Polskę, jak zobaczyli że M. ma nerkę na paszport i dokumenty to Anne zaczęła śpiewać że w Polsce wiecznie są lata 90. :D
Po śniadaniu pojechaliśmy robić to, co Kropka lubi najbardziej - zakupy. ;) Zaczęliśmy od Walmartu i faktycznie jest to dziwne miejsce! Można tam kupić naprawdę wszystko - od zapachowych świeczek do... broni! Zaraz obok niej był dział z wędkami, gdzie można było kupić wędkę z Barbie... Zrobiłam tam małe zakupy, moje pierwsze EOSy, trochę wosków, świeczkę Yankee Candle i piękny różowy OPI. ♥
Coś co mnie bardzo zaskoczyło: kasjerzy stoją! Nie wolno im usiąść, tak samo było w każdym sklepie do jakiego trafiłam...
Wieczorem pojechaliśmy zwiedzać pobliski park narodowy w amerykańskim stylu - jechaliśmy samochodem i co jakiś czas był postój na robienie zdjęć, na specjalnych zatoczkach. Co jeszcze dziwniejsze, wszyscy robili zdjęcia bez wysiadania z samochodu. Bardzo podejrzanie na nas patrzyli, bo nie dość że wychodziliśmy z samochodu to jeszcze wchodziliśmy na niskie murki żeby mieć lepszy widok. ;P A było co oglądać! Góry przypominające Bieszczady, doliny, olbrzymia ilość drzew i roślin, podobnych do naszych ale jednak innych, niesamowicie czyste i świeże powietrze. M. sprawdzał, rośnie tam masa porostów wymagających dużej czystości. ;) Widzieliśmy nawet wielkiego, dzikiego kruka!
Wrzucam Wam parę zdjęć, bo naprawdę zachwyciło mnie to miejsce. ♥
Udało nam się załapać na zachód słońca, wyglądał cudownie! To był jedyny moment kiedy ludzie powysiadali z samochodów. ;)
Zrobiliśmy też sobie trochę zdjęć i jedno wyszło baaaardzo dziwnie - D. zrobił coś dziwnego z twarzą i wygląda jak psychopatyczny morderca. :D Oto cała nasza trójka. :)
W niedziele ruszyliśmy na Polska wycieczkę - oprócz naszej trójki był kolega D. z laba i cztery dziewczyny z biologicznego laboratorium na Uniwersytecie. Dziwne uczucie, być tak daleko od domu a jednocześnie móc rozmawiać w rodzimym języku z tyloma ludźmi! :)
Zwiedziliśmy Monticello, czyli dom Thomasa Jeffersona - tutaj macie link do strony. Sama wycieczka po domu była bardzo ciekawa, tym bardziej że przewodnik miał talent do zabawnego i interesującego opowiadania. Usłyszeliśmy sporo o niewolnictwie w Stanach, zaskakujące jak człowiek który pisał o tym, że każdy jest równy sam posiadał prawie 200 niewolników...
Bardzo szybko zaczęłam darzyć uczuciem tą okolicę - jest niesamowita! Przestrzenie tutaj są ogromne, a olbrzymia bujność roślinności nadaje całości trochę dziki i tropikalny klimat. Wszechobecny dźwięk cykad miesza się w gorącym, wilgotnym powietrzu ze śpiewem ptaków, głosami ludzi, szumem samochodów i syrenami, co daje istną kakofonię dźwięków, ale w jakiś dziwny sposób zupełnie nieprzeszkadzającą. Co chwila można oglądać filmowe widoki murowanych szkół z czerwonej cegły wśród drzew, szerokich ulic z bujnymi krzakami rosnącymi po bokach, niewielkich domków z pięknymi trawnikami... Można ciągle spacerować i chłonąć widoki.
Ameryka to naprawdę dziwny, pełen kontrastów kraj. Z jednej strony są bardzo rozwinięci, a z drugiej tacy... zacofani! Weźmy dla przykładu karty płatnicze. Prawie nikt nie ma tutaj karty z chipem! Tylko paski magnetyczne... Nie wspominając nawet o płatności zbliżeniowej. Z tego powodu kradzieże z kart są tutaj normalne, Dale jakiś czas temu zobaczył, że ma na koncie 6000 mniej niż powinien i nawet się tym nie przejął, zadzwonił do banku, sprawdzili i zwrócili pieniądze na konto. Dziwne!
Wiecie jak się płaci w restauracji? Dostajesz rachunek, po sprawdzeniu czy jest ok dajesz kelnerowi swoją kartę. On ją zanosi do kasy i otwiera rachunek, sprawdza czy działa. Jeśli tak to przynosi Twoja kartę i kolejną karteczkę. Jest tam kwota do zapłaty i miejsce na wpisanie napiwku. Wpisujesz, dodajesz obie kwoty, zapisujesz pod spodem i się podpisujesz. I wychodzisz. Kelner wtedy zabiera karteczkę i pobiera tą kwotę z Twojego konta a następnie zamyka rachunek. Czyli nie musisz wpisać żadnego pinu, nic, a kelner tak naprawdę może pobrać z konta dowolna kwotę. Bardzo niepokojące!
Kolejna dziwna rzecz którą zauważyłam - dziewczyny tutaj nie są zbyt chętne do noszenia... staników. O.O Nawet dość otyłe młode kobiety mają po prostu luźne koszulki i tyle... Nie wiem na ile jest to zwyczaj amerykański a na ile po prostu dziwny klimat tego uniwersyteckiego miasteczka. ;)
Jeszcze ostatnia rzecz na dzisiaj - co oni mają z tymi jednostkami! Prawie dostałam zawału wchodząc na wagę i widząc trochę ponad 140 na wyświetlaczu... Oczywiście funtów, co po chwili do mnie dotarło. ;) Do tego galony, uncje (płynne i nie), stopnie Farenheita, cale, stopy, mile... Można się naprawdę pogubić!
Na dzisiaj to tyle - kolejny post będzie o wyprawie wzdłuż wschodniego wybrzeża. :) Nie mogę się doczekać Nowego Yorku! Jeśli macie jakieś pytania - piszcie, jak będę w stanie to chętnie odpowiem. :)
____________________
Po więcej postów o mojej podróży do Stanów kliknij tutaj. :)
Zapraszam na mojego fanpaga :)
Ale tam magicznie OdpowiedzUsuń
Zazdroszczę wyjazdu OdpowiedzUsuń
haha rzeczywiście trochę dziwnie u nich :D
OdpowiedzUsuńStrasznie podobają mi się twoje posty ze Stanów, są naprawdę interesujące! :)
OdpowiedzUsuńJejku cos cudownego! Bawcie sie!:*
OdpowiedzUsuńTe smaczki "inności" są świetne! Wszyscy postrzegają Amerykę jako kraj idealny, gdzie ludzie mają + pierdyliard do zajebistości tylko dlatego, że tam żyją. W tv pokazuje się tylko zamożne albo super hiper rodziny a rzeczywistość jest totalnie inna.
OdpowiedzUsuńCiekawie jest o tym czytać, tym bardziej, że nie wiem czy kiedykolwiek będę miała okazję tam polecieć :)
"+pierdyliard do zajebistości" Usuń
"+pierdyliard do zajebistości" Usuń
"+pierdyliard do zajebistości" Usuń
Jak ja lubię takie wpisy :) te ich jednostki są mega dziwne. Ciężko ba poczekaniu sobie przeliczyć :P
OdpowiedzUsuń